1.1

Wieki temu, w czasach określanych obecnie jako starożytność, elficka cywilizacja osiągnęła szczyt, zostawiając daleko w tyle współistniejące rasy. Za pomocą zaawansowanej technologii i potężnej magii zdominowała świat. Jednak bliżej nieokreślona katastrofa zepchnęła elfy z piedestału, a potomkowie antycznych pionierów zostali zdziesiątkowani i stracili na znaczeniu. Władza się zmieniła. Teraz rządzili ludzie. Nowi władcy uznali dawne osiągnięcia elfów za legendy, bowiem z ich spuścizny nie zachowało się nic prócz zdewastowanych ruin. Mimo to nie wszyscy przyjęli za pewnik tę oficjalną wersję wydarzeń. Istniały osoby i organizacje, pragnące na własnej skórze doświadczyć wiedzy i potęgi, którymi niegdyś żył antyk.

 

 

Krople skapywały powoli na kamienną posadzkę. Na zewnątrz musiało padać od kilku dni, skoro woda zaczęła się sączyć do lochu.

A może zwyczajnie budowniczowie sfuszerowali swoją robotę? A może loch ucierpiał podczas jakiegoś zbrojnego oblężenia przed laty? Któż to wiedział? I kogo to w ogóle obchodziło…

-         Hej, Biały…

Dwie cele wykute w kamieniu. Jedną ze ścian stanowiły przyrdzewiałe kraty. Oddzielał je od siebie korytarz. Wszędzie wilgoć, odór stęchlizny i fekaliów pozostawionych w wiadrach więźniów. Nie było ich wielu, bo tylko dwóch. Jeden leżał na posłaniu przy ścianie z ręką pod głową, skryty w cieniu. Nie ruszał się – miarowe unoszenia i opadania klatki piersiowej były jedynym świadectwem tego, że żyje. Drugi siedział tuż przy kracie, zaciskając dłonie na metalowych prętach i próbując przecisnąć przez nie głowę. Wiercił się przy tym niemożebnie, niczym dziecko chcące wyłudzić słodycze.

-         Hej, Biały! No, nie drocz się ze mną! Zagrajmy w grę.

Krople niewzruszone absolutnie niczym nadal spokojnie i miarowo skapywały. Drugi z więźniów otworzył oczy. Bractwo pokazało kły. Udowodniło, że zadzieranie z nimi to kiepski pomysł i że to oni nad wszystkim panują. Jeśli zaczynało się im bruździć, trafiało się do zatęchłej celi pozbawionej światła. Ale nie była to beznadziejna sytuacja, z której próżno by szukać wyjścia…

-         No, Biały, ej…

-         Stul pysk, Cynma. Albo przyjdzie miły pan i powie ci to samo, tylko dosadniej. – Więzień nazywany Białym odpowiedział gwałtownie, lecz cicho.

-         Nie mów tak do mnie, Biały! Rozmawiaj ze mną, bo oszaleję!

-         Morda, psie syny! – ryknął przepity baryton gdzieś z oddali. – Bo się tam do was przejdę!

Cynma obrócił się na plecy i zaczął histerycznie łkać. Loch otulał mrok, a światła było w nim zdecydowanie zbyt mało. Taki stan rzeczy katował psychikę biednego Cynmy. W ciemności i ciszy odchodził od zmysłów.

-         No, powiedz, Biały – zaczął ponownie przymilnie Cynma, a głos drżał mu z rozpaczy. – Za czym dzisiaj tęsknisz? Czego ci dzisiaj brakuje? No, powiedz, chcę to sobie wyobrazić.

 

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.